Tylko piosenki [wywiad] Źródło: Tylko Rock Autor: Wiesław Królikowski Data: 1995-11-01
Ufarbowane na czerwono, niedługie, zaczesane za uszy włosy, luźna bluza, długa spódnica, Martensy na nogach. Czyli Katarzyna Nosowska. Specjalnie pisze Katarzyna, a nie Kasia, bo chyba znikła dziewczyna, którą wszyscy znaliśmy. W każdym razie mam wrażenie, że rozmawiam z osobą, która naprawdę już wie swoje. A przy tym nie sili się na żadną pozę. Siedzimy w ogródku "Akwarium". Katarzyna pije piwo, pali papierosa, jest trochę zdenerwowana. Jak się dowiaduję - nie z powodu nowej płyty Heya, którą wkrótce ma nagrywać. Po prosty dorosłe życie ma to do siebie, że czasami musi szarpać nerwy.
WIELKI BÓL. Napisałam teksty na płytę i jest mi wszystko jedno, co kto sobie na ich temat pomyśli. Chyba po raz pierwszy w życiu... Nigdy mi nie zależało, żeby mnie chwalono za moje teksty, natomiast byłam potwornie zdołowana, kiedy mi mówiono, że to jest pretensjonalne. A teraz wydaje mi się, że chyba troszeczkę dorosłam. Albo przynajmniej nauczyłam się przymykać oczy na rzeczy, które powodują, że życie staje się cięższe. Po prostu nie chcę nic wiedzieć. Mam swoje mieszkanie, swoje małe problemy, które całkowicie zaprzątają mi głowę. Nie mam zamiaru walczyć o to, żeby mnie cały świat lubił - bo jest to niemożliwe. Z wielkim bólem zaakceptowałam tę prawdę.
KANAŁ. Kiedy pracowałam nad nowymi tekstami, bardzo potrzebowałam potwierdzenia, że droga, którą zamierzam iść, jest słuszna. Przynajmniej w mniemaniu Piotrka (Banacha - przyp. W.K.). Bo ja bardzo liczę się z tym, co on sądzi na niektóre tematy. I Piotrek powiedział, że jest to słuszne. A polega to na tym, że nie będę się starać za wszelką cenę, aby schlebić gustom jakichś krytyków literackich czy znawców poezji. W pewnym momencie zapędziłam się: bardzo mi zależało na tym, żeby każde porównanie było takie, że wszyscy padną na kolana. A zarazem byłam pewna, że mi się to nie uda. I to był jakiś straszny kanał... Aby pisać piękne rzeczy, trzeba mieć wrażliwość szczególnego rodzaju. Może ja mam inną? Teraz postanowiłam sobie, że będzie bez żadnego upiększania i starania się...
JA. Martwię się trochę, bo średnia wieku słuchaczy Heya coraz bardziej się obniża. Cały czas zastanawiam się: czy powinnam tak pisać, żeby ci ludzie zrozumieli, czy tak, jak mi się wydaje, że chcę? Ale i tym razem stwierdziłam, że przede wszystkim ja muszę to rozumieć. Natomiast jeśli ktoś będzie miał ochotę dowiedzieć się, o czym to było - to może mu powiem.
SIWE WŁOSY. Jest jeden tekst, który przysporzył mi wielu problemów. Chociaż może się to wydawać śmieszne... Jest to tekst dla mojej mamy i mojego taty. Ktoś może powiedzieć, że to bez sensu. Że ludzie chcą słuchać o innych sprawach, a nie o tym jak ja kocham rodziców. Ale mnie wydaje się, że moim rodzicom po prostu to się należy. Doszłam do wniosku, że jest to odpowiedni moment, bo ostatnio, będąc na wakacjach, zobaczyłam mojego ojca, jak siał po kolana w morzu, zupełnie sam, taki przygarbiony. I dopiero wtedy zauważyłam, że już ma siwe włosy. Potwornie mnie to wzruszyło. Właśnie na łych wakacjach zaczęłam przyglądać się moim rodzicom. W tekście, o którym mówię, jest też o poczuciu winy, które mam. Na pewno przeze mnie stracili ładnych parę lat.. W tej chwili dałabym sobie utoczyć krwi dla moich rodziców, chociaż kiedyś miałabym z tym problemy, bo miałam jakieś tam pretensje.
JAK DZIECI. Pierwsza i druga płyta były na wariackich papierach. Pojawiliśmy się znikąd, było bardzo mało czasu na przygotowanie materiału. Wszyscy dokoła byli przekonani, że mamy piosenki, w których możemy wybierać. A to była nieprawda: mieliśmy zaledwie trzy, cztery utwory. Trzeba było na gwałt robić nowe. Jeżeli czasami jesteśmy niezadowoleni, to właśnie wynika z tego, że kiedyś zachowaliśmy się jak dzieci: wszystko robiliśmy na ostatnią chwilę. Z nową płytą jest już troszeczkę inaczej. Wchodzę do studia za jakieś dwa tygodnie, a już mam wszystkie teksty.
BEZNADZIEJNE. Nagrywając pierwszą płytę mieliśmy u ludzi wokół duży kredyt zaufania: "zobaczymy, co ten Hey zrobi...". A przy każdym następnym wejściu do studia było już inaczej. Wiedzieliśmy, że za chwilę ktoś się przyczepi. Ktoś będzie czegoś oczekiwał. Staraliśmy się podążać tylko własną drogą i tym bardziej bolało, gdy pewni ludzie poddawali w wątpliwość wartość tego, co zrobiliśmy. A za każdym razem tak było. Jeżeli w każdej prawie gazecie czyta się, że to, co się zrobiło, jest beznadziejne - można trochę zwątpić w siebie...
BARDZO MOJE. Nowa płyta chyba różni się od poprzednich. Bo na tamtych opowiadałam niekoniecznie swoje historie. Były pewne elementy autobiograficzne, ale generalnie: jakieś zmyślone historyjki. A na ostatniej płycie wszystko jest bardzo moje. Dlatego podejrzewam, że niektórzy mogą mieć problemy z właściwą interpretacją tekstów (śmiech). Ja wiem, że to, co robimy, jest dobre... Ale wiele osób uważa się, że do historii można przejść tworząc jedynie rzeczy mało zrozumiałe dla zwykłych ludzi. A my mamy zamiar grać tylko piosenki, nawet - stadionówki. Piosenki przy których ludzie będą klaskać i będą się bujać. Po prostu uważam, że nie należy specjalnie kombinować. Tym bardziej, że wszyscy w zespole jesteśmy amatorami i nie można liczyć na jakieś niesamowite rozwiązania muzyczne.
PO POLSKU. Od minialbumu Heledore zaczęłam pisać w trochę inny sposób. Stwierdziłam, że choć potrafię dogadać się po angielsku, to mój angielski jest zbyt ubogi, aby się silić na teksty w rodzaju Desire. Dlatego postanowiłam pisać wyłącznie po polsku. Zdecydowałam, że znajdę tłumacza, który będzie w stanie - pod melodyjkę przeze mnie wymyśloną -przetłumaczyć wiernie mój tekst. I już mam takiego człowieka... Z tego, co trafiło na minialbum, jestem bardzo zadowolona: doskonale przetłumaczył, a przy tym fajnie się to śpiewa. W związku z nową płytą mam pewien problem: na razie wszystko jest po polsku i nie wiem, które z piosenek nagrać po angielsku. Chciałabym przynajmniej dwie nagrać w angielskich wersjach. Nie mam nic przeciw temu, żeby cała płyta było po polsku, ale miło jest, gdy pojawia się coś w tamtym języku.
PROBLEM. Przyznaję się do wszystkich linii wokalnych. I nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej (śmiech). Chłopcy zostawiają mi wolną rękę i dlatego niekiedy mam potworny problem, bo są sytuacje, że to, co śpiewam, pasuje do kilku różnych kawałków. Bardzo niechętnie mi mówią, co mam zaśpiewać. Chociaż czasami ich o to proszę.
HELMET. Zanosi się, że będzie to dosyć melancholijna płyta. Wydaje mi się, że ciągle będzie to po prostu Hey. Doszło parę nowych rzeczy, które zafascynowały mnie i Piotrka, ale trudno jest to przełożyć na nasz zespół. Bardzo podobają mi się klimaty portisheadowe i marzę, żeby nagrać kiedyś płytę z taką dziwną, sztuczną perkusją. Ale wiem, że zaraz byłyby pretensje... Szefostwo naszej firmy sądzi, że ma jakiś patent na przebój. I dlatego czasami ciężko nam się porozumieć w tej kwestii. Dla mnie przebojami są na przykład niektóre piosenki Helmetu...
PINOKIO. Było bardzo dużo prób. Widać to po członkach zespołu, którzy przebrnęli przez lato zupełnie biali. A to dlatego, że tyle ćwiczyliśmy w piwnicach. Wiem, że chłopaki bardzo narzekają, ale na prawdziwe, dłuższe wakacje na razie nie mamy co liczyć. W połowie listopada zaczyna się trasa. Będzie 30 koncertów. Jeszcze nie śpiewałam tylu koncertów pod rząd. Grać będziemy w klubach. W Szczecinie zagramy w Pinokiu, czyli w tam, gdzie kiedyś Dum Dum dało swój pierwszy koncert. Tak chcieliśmy: żeby tym razem było inaczej, bez hal i tego wszystkiego. Mnie właśnie najbardziej interesuje śpiewanie, zabawa na koncertach, wyjazdy. Nie lubię całej tej otoczki, która bierze się z tego, że jesteśmy zespołem w jakimś sensie popularnym.
KRÓTKA SUKIENKA. W Stanach byliśmy tym razem dwa tygodnie i graliśmy dosyć poważne koncerty. Ale nie lubię o tym opowiadać - ktoś może powiedzieć, że się chwalę... Byliśmy w paru ważnych stacjach radiowych. Różni ludzie bardzo dużo nam obiecywali. Dlatego trudno mi wyobrazić sobie naszą przyszłość... Bardzo lubię koncerty za granicą, bo tam nikt nie czuje się zobowiązany, by nam kadzić. Tam mogę liczyć na szczerość. Jeżeli komuś się nie podoba, to pije piwo i zajmuje się swoimi sprawami albo idzie na inny koncert... W takim Nowym Jorku ludzie mają kosmiczny wybór i naprawdę nie muszą nas słuchać. I jeżeli nam klaszczą, to wiem, że im się podobało. A u nas ludzie czasami wstydzą się bić brawo, bo podobno już nie wypada bić brawa Heyowi (śmiech). W Stanach naprawdę są zupełnie inne układy: tam ludzie mówią to, co myślą. To mi się tam tak strasznie podoba. Ale - oczywiście - można tam też się zagubić i poczuć bardzo samotnym: na ulicach jest mnóstwo ludzi chorych psychicznie... Może powiem jeszcze taką ciekawostkę: tam występowałam na estradzie w krótkiej sukience. Mało tego - czułam w sobie taki luz, że niewiele brakowało, bym skoczyła ze sceny w tłum. Natomiast jestem pewna, że gdybym w Polsce wystąpiła w tej sukience, to ktoś zamiast pisać o koncercie, napisałby "jaki obciach, że ona w czymś takim się pokazała". U nas umyka to, co istotne.
Rozmawiał: Wiesław Królikowski
TYLKO ROCK nr 11 (51)
listopad 1995
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|