Power of HEY [artykuł] Źródło: Teraz Rock Autor: Angelika Kucińska Data: 2004-01-01
Hey, Power Of Trinity
11 grudnia 2003. Stodoła. Warszawa
Mieszanka reggae i hard-core'u - tak najprościej można opisać to, co zaprezentował zgromadzonej w warszawskiej Stodole publiczności zespół Power Of Trinity. Zaledwie kilku piosenkowym, ale całkiem niezłym występem świetnie poradził sobie z rolą rozgrzewacza. Mnie. co prawda zdarzyło się parę razy ziewnąć - dokładnie w okolicach utworu zapowiedzianego jako kawałek o niechcianej miłości czy coś takiego. Ale - i to trzeba chłopakom oddać - nierzadko przecież antysupportowo nastawiona publiczność przyjęła ich lepiej niż dobrze. Nie przesadzam. Więcej: na pewno nie mieli się co wstydzić brzmienia - Power Of Trinity przy Heyu wcale nie wypadł słabiutko.
Przed pojawieniem się wywoływanej przez publiczność od kilku minut gwiazdy wieczoru z taśmy poleciało Musie Musie. Światło zadrgało nerwowo. I zaczęli. Na początek zorganizowali przybyłym tamtego wieczoru do Stodoły obowiązkowy przegląd dokonań najświeższych, pokazując jednocześnie, jak świetnie zestaw utworów o nazwach na "m" -wśród nich, oczywiście, Muka! i Mehehe - sprawdza się w wydaniu koncertowym.
W odróżnieniu od - jak to określiła Kasia - części oficjalnej, część nieoficjalna okazała się maksymalnie retrospektywna. Na pierwszy ogień poszedł nie taki znowu stary Cisza, Ja i Czas. Po krótki przypomnieniu zawartości [sic!] cofnęliśmy się jeszcze dalej. Zabrzmiały 4 Pory, Czas Spełnienia.
Nawiasem mówiąc, większość numerów - szczególnie tych z okresu "pobanachowego" - dała się poznać od ostrzejszej, bardziej gitarowej strony, a schowana przez cały koncert za muzykami Nosowska w charakterystyczny dla siebie sposób przechodziła od śpiewu do prawie-wrzasku, osiągając mroczno-demoniczny efekt w Zobaczysz, utworze napisanym do wiersza Edwarda Stachury. Publiczność szybko poddała się heyodźwiękom. A tych, co opierali się najdłużej, na łopatki rozłożył zagrany mniej więcej w połowie koncertu Teksański - ewidentnie najmocniejszy punkt programu, byłabym bardzo zdziwiona, gdyby ktoś wyszedł ze Stodoły niezadowolony.
Kończąc występ, Kasia zdążyła jeszcze złożyć wszystkim życzenia świąteczne i Hey zniknął za sceną. Długo jednak nie trzeba było ich prosić - Że okazał się świetnym wstępem do serii bisów. Chwilę później heyowa publiczność dostała najlepszy prezent, jakiego mogła się było spodziewać. Czyli kwartecik, jakich mało: Dreams, Zazdrość, Between i List.
Napisała: Angelika Kucińska
TERAZ ROCK nr 1 (11)
styczeń 2004
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|