Zaklęte rewiry dyskretnej troski [artykuł] Źródło: Brum Autor: Anita Bartosik Data: 2005-12-01
"Szaman nie istnieje bez szamanki. Szaman otrzymuje moc od kobiety, i zawsze tak było. Szaman jest jej narzędziem. Choć może wydawać się, że jest inaczej, taka jest prawda o niej."
A. W. ELK
"Ziemia należy do kobiety, nie mężczyzny. To kobieta ma łono."
Szamanka HEYOKA
Oba cytaty pochodzą z indiańskiej książki, którą kiedyś pożyczyłam od Piotra Banacha. I choć z okładki najnowszej płyty HEYa zniknęły indiańskie symbole, to w ich miejsce pojawił się równie tajemniczy - ? Dlaczego zatem rozpoczynam od takich słów. bo Kasia właśnie, odkrywa najbardziej mistyczną tajemnicę życia. Znacie już. prawdę o niej?
"Największą w życiu zbrodnią jest na samym sobie gwałt, czy widzisz te dwie blizny? To ślad po moich skrzydłach..."
Zawsze twierdziłam, że rodzimy się aniołami. Problem w tym, że nimi nie umieramy, z różnych powodów zresztą...
KASIA: W pewnym sensie pozwoliłam na to sama. Zapracowałam sobie na te blizny. Taka jest prawda... Przez 3 lata zbyt usilnie starałam się być miłą, potulną i fajną. Nie broniłam się gdy mnie raniono. Nie protestowałam, choć bunt we mnie powoli narastał. Pewne osoby wykorzystywały, nie wiem czy wypada tak o sobie mówić ale w końcu to napisałam i napisałam prawdę, fakt, że
"Nadwrażliwość to mój wróg"
Straszono mnie: śpiewaj, śpiewaj ładnie bo jak nie to wrócisz do biura! Zanim HEY pojawił się w moim życiu pracowałam w biurze i szczerze tego nienawidziłam. Prawdopodobnie potrwałoby to jeszcze jakiś moment poczym zrobiłabym sobie coś złego. Nie mogłam tego znieść, już od soboty płakałam na myśl o poniedziałku. Pozwalałam wciągać się w tę grę. Grę, w którą grywa cały branżowy światek. I nie ma się co oszukiwać my też byliśmy w nią wciągnięci. Polega ona na tym, że dla pewnych osób bardzo ważne są dość dziwne rzeczy, np. to by prasa pisała o nas w samych superlatywach, bo jak pisze źle tzn., że jesteśmy beznadziejni, żebyśmy stale byli na 1 miejscach list przebojów bo wtedy wygrywamy wyścig z innymi itd. takie rzeczy powodowały, że żyliśmy w ciągłym stresie, frustracji i strachu o dzień jutrzejszy. Bez sensu. W końcu przyszedł taki moment kiedy wszyscy w zespole przeraziliśmy się tym, mając świadomość, że jak tak dalej pójdzie to nasza muzyka umrze. Zaczęło się coś w rodzaju strajku bardziej niż buntu czy rewolucji, bez agresji. Dla mnie to było bardzo trudne.
Kiedy wreszcie powiedziałam "nie" - nikt mi nie uwierzył! To niemożliwe, to nie nasza Kasia - mówiono, opętał ją jakiś duch albo inne złe demony... To był koszmar. Gojenie się blizn zawsze boli tak samo albo bardziej niż rany, które sklepiają. Najgorsze w tym wszystkim było to, że sama na to pozwoliłam. Nikt nie jest nas w stanie skrzywdzić, jeśli sami na to nie pozwolimy.
"Sprzedałam siebie winna jestem ja"
Wielu osobom "Prawda" kojarzy się z podpisywaniem kontraktów. HEY jest kojarzony z tego typu "sprzedawaniem się". Ten tekst rzeczywiście dotyczy takich sytuacji, ale bardziej chodziło mi tu o związki z ludźmi. O to, że byłam taką frajerką..., że pozwalałam sobie wątpić w siebie i w siłę i prawdziwość tego co robię. O.K. może nie śpiewam doskonale technicznie ale zawsze wkładam w to mnóstwo emocji, a to wydaje mi się najważniejsze...
"Przy mym stole zasiadają ci, których strzec powinnam się i ze śmiechem odgaszają papierosy w mym deserze"
To też cytat z życia wzięty, w ogóle cała płyta, wszystkie moje teksty są reminiscencją minionego okresu i w pewnym sensie terapią. Rzeczywiście zabiegałam o względy tych, którzy ledwie mnie akceptowali zaniedbując tych bardzo mi oddanych. Nie wiem czy kiedykolwiek sobie to wybaczę, ale wiem jedno, to co napisałam w "Musli" więcej w moim życiu się nie powtórzy.
"unikaj scenariuszy one zwiodą cię... nie wstydź się upadków zahartują cię"
Czasem trudno mi zrozumieć, że ktoś żerując na mnie nie jest w stanie wykrzesać z siebie odrobiny wdzięczności, chociażby w postaci słowa: dzięki kotku... W utworze "Dorosłość jak początek umierania" napisałam:
"w głowę kopcie mnie może ozdrowieję"
To również prawda. Te wszystkie sytuacje, o których opowiedziałam były czymś w rodzaju kopania w głowę, na szczęście nie utraciłam przytomności. Zrozumiałam mnóstwo oczywistych spraw. Także tę, że nie ma takiej możliwości by podobać się wszystkim. Kiedyś nie potrafiłam tego zaakceptować. Każde złe słowo w recenzji przyprawiało mnie o skrajną depresję... jestem już dorosła, fakt, zaakceptowałam kilka prawd oczywistych ale umieram, umiera coś we mnie bo to, że je przyswoiłam nie oznacza, że mi się podobają. Musiałam to jednak zrobić.
"Przerost duszy nad rozumem"
powodował, że ciągle krążyłam po zaklętych rewirach jak w labiryntach. Szukałam złych rzeczy, których się bałam. To się musiało skończyć bym mogła żyć dalej, normalnie...
Moje dojrzewanie zbiegło się w czasie ze zmianą myślenia Piotrka. On pierwszy odpuścił. Wyjechał odpocząć do Szczecina. Wszyscy odreagowaliśmy. Płytę nagraliśmy w bardzo fajnej atmosferze, chyba pierwszy raz w naszej historii. Piotrek bardzo mi pomógł... zwłaszcza, że tej małej osóbki, której mamą mam zostać nie planowaliśmy z Adasiem z kalendarzykiem w ręce. To nastąpiło nagle choć z pewnością nie było przypadkowe. Cieszyliśmy się oboje ale ja jednak czułam się odpowiedzialna za chłopców. Zwłaszcza, że otwierano przed nami bramy raju na Zachód, obiecywano trasę z The Cranberries a wiem, że chłopcy chcą się piąć dalej. Zadzwoniłam do niego. Nie musiałam nic mówić. Nie wiem skąd ale on pewne rzeczy po prostu wie. Ja: Pio... Pio... Piotruś, wiesz co... On: Co? Będziemy wujkami! Ja: No, no tak. I co, i co? On: No jak to, wychowamy!
Chyba już nigdy nie dowiem się czy on jest taki dorosły (być może trudno było mu tak zareagować ale nie wyczułam nuty fałszu w jego głosie) czy po prostu zawsze wie jak należy się zachować. Jest dla mnie niewytłumaczalnym zjawiskiem. Oczywiście później problemy były. Ktoś może uznać, że jestem niewdzięczna ale to nie tak. Rozumiem, jesteśmy dla nich pewną inwestycją, mamy utorować drogę innym zespołom ale tak sobie myślę, że jeśli miano by nas przekreślić ze względu na moją ciążę to oznaczałoby to, że nigdy nic szczególnego w nas nie dostrzegano. W takim układzie po co to całe zamieszanie?! Może zabrzmi to głupio ale wydaje mi się, że jednak coś w nas musi być, że nie spotkaliśmy się przypadkowo, jasne, nie jesteśmy odkrywcami nowych technik, nie wprowadzamy nowych trendów, nie jesteśmy mistrzami świata ale... mam nadzieję, że nie przepadniemy... choć powiem szczerze, bycie "gwiazdą" jest dla mnie niczym w obliczu tego, że będę mamą. Momentami popularność bywa męcząca. Ludzie nie przebierają w słowach. Kiedy wychodzimy do miasta, mówię czasem do Adama, że chyba powinnam zakładać maskę Kaczora Donalda. Co ty - śmieje się, on też jest popularny, dopiero miałabyś przerąbane na ulicy... Chodzić w berecie kiedy jest jeszcze ciepło - przecież to głupie.
"uwolnij mnie od rysów tych przeklętych... i nową daj tożsamość... bezkarna i naga przejdę ulicą..."
Nie hamuję swojej spontaniczności na ulicy ale mam świadomość, że emocje które wtedy są we mnie, przestają być moimi prywatnymi. Jak wszystko w życiu to też ma swoje złe i dobre strony. Za nic nie oddałabym koncertów, spotkań z ludźmi, tego, że mogę im coś dać, że jestem potrzebna. Niedługo najbardziej będę potrzebna... myślę, że to będzie chłopiec. "Byliśmy podejrzani o bliźniaki?!" ale okazało się, że jest jedno. Miało bez względu na płeć nosić imię Sasza, niestety w naszym kraju nie można nadawać zdrobnień imion. ADAŚ wymyślił Hektora ale stanęło na Mikołaju, po moim dziadku. Dziewczynka będzie śmieszną, piegowatą Zuzią. Wszystko jedno byleby było zdrowe. Pewnie, że wolałabym dziewczynkę. Boję się, że stracę kontakt z chłopcem tylko dlatego, że jestem kobietą i nie znam się na tych ich sprawkach. Skąd się wzięła "Heledore Babe"? Nie wiem, chyba nie potrafię pisać o zwyczajnych dzieciach. To historia dziwnej dziewczynki, wyalienowanej, żyjącej we własnym świecie, reagującej inaczej... Ciekawe dlaczego znów pojawiają się rodzice i dlaczego ona znów się boi taty... (śmieje się). Ja ze swoimi rodzicami osiągnęłam konstans. Wiedziałam tylko, że chcę zaśpiewać jak dziecko. A śpiewało mi się genialnie. Wszystkie wokale nagrałam będąc w ciąży. A płyta jest ostra i wydzierałam się okrutnie. Podobno nad motywem Rageów w "Kropli" zebrało się paru specjalistów celem orzeczenia czy to ja, czy nie ja. Fakt, kiedy to zaśpiewałam Leszkowi Kamińskiemu szczęka opadła a David, który dbał o mój angielski, stwierdził, że to nie ja tylko sygnał kończący program telewizyjny. Śmieszne. Kasia Kowalska pod koniec "Oto ja" też tak piszczy i jakoś nikt nie robi z tego powodu afery. No ale ona ma skalę jak Mariah Carrey a Nosowska to... Naprawdę mnie to bawi. W ogóle nabrałam do życia dystansu. Czuję się silniejsza. Jestem przekonana, że wszystko co mi się przydarza trafia we właściwy moment. Teraz przyszedł ten najbardziej metafizyczny, bo jeśli kiedykolwiek odczuwamy magię w naszym życiu to wtedy kiedy jesteśmy przy nadziei. Może stało się też tak dlatego, że znacznie bliżej zaprzyjaźniłam się z Bogiem. Ofiarowałam mu wszystko, prosząc tylko abym była szczęśliwa. Bez względu na konsekwencje powierzyłam mu swój los. Nic nie mogę. I tak jak kiedyś zaśpiewałam:
"Anioł stróż opuścił mnie"
tak teraz mam ich za sobą 7!
Oddała Bogu wszystko i wszystkich, dziecko, mężczyznę, dla którego napisała najpiękniejsze kobiece wyznanie miłosne, jakie kiedykolwiek słyszałam:
"I nim zrodziła się myśl o poczęciu mym przeczuwałam obecność twą nie znając oblicza",
przyjaciół, karierę, pieniądze... w zamian prosząc jedynie:
"dyskretnej troski trzeba mi"
Czy jej wysłucha...
"?"
HEYOKA byłaby z niej dumna czytając te słowa:
"Oto jest klucz - oswoić demony znaczy zniszczyć je"
Krótko i na temat. Oto genialność prostoty. Oto prawda o niej...
Notowała: Anita Bartosik
BRUM nr 12 (26)
grudzień 1995
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|