Wywiad w Mega Clubie K-ce [wywiad] Źródło: Manko Autor: Marcin Ryglewicz Data: 2006-04-01
Rozmowa z Katarzyną Nosowską
(wokalistką zespołu HEY)
przed koncertem w MEGA CLUBIE w Katowicach - 19 XI 2005
Co jest takim czynnikiem, który średnio co dwa lata, sprawia, że nagrywacie nową płytę? Czy jest coś takiego, do decyduje, że to już jest ten moment na wejście do studia i nagrywanie nowego materiału?
Myślę, że bardzo często zbiega się to z jakimś delikatnym wstydem, który pojawia się, gdy gramy szcześćdziesiąty koncert z tym samym materiałem i powiedzmy, że jest to trzeci koncert w danym mieście na przestrzeni dwóch lat i mamy świadomość tego, że ludzie mogą być zniesmaczeni tym, że bez przerwy prezentujemy to samo. Więc, żeby nie konstruować programu w oparciu o piosenki innych wykonawców, w pewnym momencie stwierdzamy, że wypadałoby już zaprezentować jakiś nowy utwór.
Macie jednak na płytach wiele piosenek, których nie słysz się na koncertach, z jakichś powodów, więc można byłoby tę setlistę urozmaicić.
Tak, ale z jakichś powodów tych utworów nie gramy. Niektórych nigdy nie graliśmy na żywo. Nie wiem, z czego to wynika. Być może odbieramy je tylko w kategoriach utworów, które musiały się w danym czasie pojawić na płycie. W każdym razie są utwory, których nigdy nie graliśmy i prawdopodobnie nigdy nie zagramy.
Twoje teksty powstają troszkę na ostatni moment. Nie zapisujesz ich nigdzie wcześniej, nikt nie może doprosić się ostatecznej wersji. W przypadku ostatniej płyty też powstawały na bieżąco przed nagraniem.
Jest tyle innych rzeczy, które można zrobić. Tyle ciekawych rzeczy do obejrzenia, wysłuchania, przeczytania i zrobienia w życiu codziennym. Nie jest też bez znaczenia, że jestem raczej osobą leniwą i trudno mi jest zabrać się do roboty odpowiednio wcześniej. Zresztą mam skłonność do rozpraszania się. Nie jestem w stanie tak naprawdę i rzetelnie skupić uwagi na jednym zadaniu. Nawet jeśli bym przysiadła to prawdopodobnie moje myśli błądziłyby gdzieś bardzo daleko. Dlatego to ciśnienie spowodowane koniecznością wejścia do studia powoduje, że jestem w takim stopniu zobowiązana by napisać teksty, ponieważ wszystko czeka. Jest sprzęt zainstalowany w studio, jest realizator, który niestety ma bardzo napięty plan zajęć, chłopcy są bardzo mocno przygotowani. W tym momencie już wiem, że żadne wymówki nie będą brane pod uwagę i trzeba się wziąć z życiem za bary, siąść i napisać.
Nie boisz się, że jeśli tekst powstaje na ostatnią chwilę, może być napisany pod wpływem jakiegoś impulsu i za jakiś czas będziesz żałować, że napisałaś utwór, który nie powinien był powstać.
Jest taka szansa. Natomiast to jest cena, którą płacę za ten komfort pisania na ostatnią chwilę. Komfort w dużym cudzysłowie. Ja w ogóle traktuję piosenki, jeżeli chodzi o warstwę muzyczną i tekstową, jako zapis, którego nie należy traktować przesadnie poważnie. Kiedy płyta stanowi zwartą, napiętą formę, bardzo często myślimy, że coś mogłoby być inaczej, lepiej. Za każdym razem mam poczucie, że coś mogłoby być lepiej. Nie trzeba z tym walczyć. Można podjąć decyzję, że następna płyta to będzie już naprawdę świetna. Oczywiście nigdy się to nie udaje, co całe życie staramy się osiągnąć ideał, od którego jesteśmy nieskończenie daleko.
Czy zdarzyło się coś spektakularnego, co zainspirowało Cię tym razem do pisania? Zdarzenie, które popchnęło tę płytę w taką stronę?
Jednego zdarzenia, które zapłodniło mnie do napisania wszystkich tekstów nie było, natomiast na pewno zdarzyło się coś nieoczekiwanego i to już wtedy, kiedy byliśmy na wsi. Kiedy dojechałam na wieś, żeby nagrywać okazało się, chyba drugiego dnia, że bardzo bliska mi dawno, dawno temu osoba zginęła tragicznie. Zewsząd zaczęły do mnie wydzwaniać osoby, które wiedziały, że kiedyś byliśmy ze sobą bardzo bliski i informować mnie zupełnie jakbym była wdową, o tym, że ta osoba odeszła. Strasznie mną to wstrząsnęło, bo bardzo dobitnie poczułam, że na dobrą sprawę nie jesteśmy w stanie zagwarantować sobie jakiegoś komfortu niezmienności zdarzeń. Do tej pory noszę w sobie żal do losu, więc jest jeden tekst, który jest poświęcony temu człowiekowi.
Czy to nadawanie treści piosenkom można traktować jako rodzaj autoterapii i wypowiedzenia tego, co zwykle przemilczasz?
Może nie autoterapii, bo nie czuję się chora. Nie czuję, że mam jakiś problem. Taki stan rzeczy nie jest dla mnie problematyczny. W związku z tym nie chciałabym się z niego leczyć poprzez terapię tekstami. Teksty są formą dialogu z tym, że druga osoba jest w podtekście, nie jest do końca znana. Forma dialogu, w którym osoba, do której przemawiam nie ma możliwości wypowiedzenia się na bieżąco czyli odpowiedzenia na moje sformułowania.
Wyczytałem, że wielu utworom nie udało się wejść na płytę "Music Music" mimo tego, że uważałaś je za dobre. Jednak się nie udało. Jak było w przypadku "Echosystemu"?
Bardzo wiele piosenek odpadło. Decydowaliśmy korzystając z bardzo sprawdzonej formy, jaką jest głosowanie. Nie da się dyskutować gdy większość w zespole jest za tym, by daną piosenkę odrzucić. Wielokrotnie się też zdarzało, że piosenki, którym nie udało się wejść na którąś z poprzednich płyt dojrzewały w zaciszu komputera czy szuflady i przychodził na nie moment w zupełnie innym czasie. Jest szansa, że te, które zostały odrzucone, w lekko podrasowanej formie znajdą się na jakiejś następnej płycie - także nie ma co drzeć szat. A te, które się znalazły to te, co do których zespół się zgadzał, że powinny wejść.
Tym razem tytuły są "bardziej ludzie". Fragmenty refrenów, tekstów. Skąd taka zmiana?
Cieszę się, że to widać. Zawsze pojawiał się element zaskoczenia dla słuchacza. Właściwie nie wiadomo, po co był on prowokowany i dlaczego tak strasznie nam zależało na tym, żeby na tym poziomie pojawiała się trudność. Miało to być trochę zabawne, trochę nietypowe z tymi tytułami pokomplikowanymi. A potem się okazało, że przysparza to wielu kłopotów nie tylko słuchaczom, ale także nam samym bo nie byliśmy w stanie się dogadać, o którą piosenkę komu chodzi. Ktoś z zespołu używał tytułu z płyty, ktoś zupełnie swojego - ukręciliśmy bicz na własnego garba. Tym razem znowu pojawił się element zaskoczenia - właśnie sprowadzenie tych tytułów do takiej "bożej formy". Wszystko jest jasne i nikomu nei trzeba nic wyjaśniać.
Czy imprezujesz całą noc z piątku na sobotę?
Nie. Dawno mi się nie zdarzyło. Nie powiem, że nie zdarza mi się chodzić z piątku na sobotę bardzo późno spać, ale jeśli można mówić o imprezowaniu, to jest to kameralne grono starych zgredów, które oglądają MTV2 siedząc przy drinku i dyskutując. Dawno nie byłam, nie szalałam na imprezie z piątku na sobotę.
Ja zawsze byłam jakby obok | Zanotuj, że byłam | Jestem | Będę | Ja zawsze biegłam jakby pod prąd | Zanotuj, że biegłam | Biegnę | I będę biec
Chodzi tu o to, że nie tylko teraz, kiedy jestem jakąś piosenkarką, ale nawet wtedy, kiedy byłam dziewczynką - pacholęciem będąc, miałam poczucie nieprzystawalności - wrażenie poruszania się poza głównym nurtem wydarzeń. Nie wiem, z czego to wynika. Pewnie z nieśmiałości 0 nie mam w sobie potrzeby walki. Mam skłonność do wycofywania się i myślenia po cichy "tak naprawdę" co mam do powiedzenia na dany temat, jednak nie odczuwam potrzeby ścierani się na argumenty. Rzeczywiście mam wrażenie, że mój bardzo prosty, nieskomplikowany sposób na życie jest niepopularny.
Uważasz, że rzeczywistość jest aż taka zła?
Trzeba być jakimś mega-optymistą, żeby stwierdzić, że świat i ludzie zmierzają we właściwym i sensownym kierunku. Mam wrażenie, że systematycznie dążymy do samounicestwienia się jako gatunek.
Nic nie napawa specjalnie optymizmem w naszej sytuacji na świecie. Natomiast bez przesady. Można sobie stworzyć własny mikro-świat, w którym jesteśmy w stanie tak wszystko poukładać, urządzić, żeby życia nie rozpatrywać w kategorii jakiejś wielkiej porażki.
Zawęzić świat do rozmiarów łóżka "własnego jasna rzecz?"
Otóż to.
Czy jest coś takiego czego sama sobie zabraniasz chociaż mogłabyś to robić?
Jeśli sobie zabraniam, to znaczy że nie mogłabym tego zrobić. Jednak czy ja sobie tak wielu rzeczy zabraniam? (chwila zastanowienia) Jest. Pierwsza rzecz z brzegi - mogłabym przeklinać publicznie, bo robię to prywatnie namiętnie, ale zabraniam sobie tego. Chociaż mogłabym na dobrą sprawę to wychodzę z założenia, że nie ma takiej potrzeby.
Podążając swoją własną drogą do tego miejsca, w którym teraz jesteś jako osoba i artystka z pewnością napotykałaś wiele trudnych sytuacji. Czy patrząc z perspektywy czasu uważasz, że było warto walczyć i starać się po to, aby być w takim punkcie jakim jesteś?
Należę do grona tych przeciętnych śmiertelników, którzy mają momenty, z których są dumni i mają takie, które są wielką ludzką porażką. Myślę, że to właśnie składowa tych wzlotów i upadków spowodowała, że jestem tu, gdzie jestem. To nie jest doskonałe miejsce. To nie jest miejsce, o którym marzyłam, ale to daje nadzieje, że kiedyś, za jakiś czas - znowu potykając się i powstając może osiągnę pewien ideał. Chciałbym przed odejściem móc powiedzieć "Wiem, że błądziłam, błądziłam, ale że w ostatecznym rozrachunku jestem chyba fajnym człowiekiem". Tak chciałabym zakończyć żywot.
Rozmawiał: Marcin Ryglewicz
MANKO nr 46
kwiecień 2006
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|